„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” Ksiądz Jan Twardowski

Wiem, że to co dziś mnie meczy nie jest tematem na blog. Ale ten blog powstał właśnie tylko dlatego, że czasem coś tak mnie dotyka, że nie potrafię tego stłamsić w sobie. Tu mogę czasem upuścić pary. Pisze też aby zapamiętać to co czasem przeżywałem w moim życiu, jakie miałem myśli. Więc wybaczcie.

Dziś jestem załamany, bo nie zdążyłem. Bo ciągle gonię za materialnymi sprawami, realizuje się na budowie, w szkole. Podróżuję. Bo zawsze wydawało mi się, że zdążę… I tak półtora roku wybierałem się do Jurka i nie zdążyłem. Musiał odejść do krainy tych, którzy ukończyli życiowy bieg, wygrali zawody, abym zwyczajnie za nim zatęsknił. Abym odczuł żal i wstyd, że tak dawno go nie widziałem. I już nie zobaczę.

Przez kilkanaście lat pracowaliśmy w tej samej szkole. On doświadczony, utytułowany nauczyciel wychowania fizycznego i ja nieopierzony wróbel, uczący techniki i później informatyki. Niemal od początku obserwowałem go i z czasem wiele z tego co widziałem u Jurka adoptowałem do swojego warsztatu pracy. Może nawet powiem, że pozytywnie zazdrościłem mu sukcesów, pozycji jaką miał w szkole, niezwykłych osiągnieć zawodowych.

Pomagałem mu po reformie Handkiego skłądać teczkę nauczyciela dyplomowanego. Jako pierwszy dokument był akt dyplomowania chyba z 1974 roku. Potem po reformie zaczynał kolejne specjalizacje. Aby po latach, po kolejnej reformie, znów ubiegać się o dyplomowanie.  Widziałem jak przebiegała jego kariera i ile sukcesów było po drodze. Inspirowało mnie to znacznie wcześniej nim dyrektor wyznaczył mi go na opiekuna stażu. Wtedy wydawało mi się to niedorzeczne. Dziś wiem, że to mądrość Jacka wskazała mi go na oficjalnego mentora. Jurek jak to Jurek, wiele czasu mi nie poświecił – wiedział, że nie musi. Ale mentorem pozostał znacznie dłużej niż wynikało to z mojego stażu, chociaż o tym nie wiedział. Wystarczyło że był,  a ja miałem wzorzec osoby bardzo zaangażowanej w to co robił, nieustępliwej, gdy walczył w słusznej sprawie, pomocnego kolegi, gdy ktoś czegoś potrzebował. Człowieka całkowicie pochłonietego pasją pracy trenerskiej.

Czerpałem z Jurka ile mogłem. Czasem świadomie, czasem nie:

To Jurek namówił mnie do wspólnego organizowania zajęć dla dzieci w ferie zimowe.  Później przerodziło się to w wiele lat kółek socjoterapeutycznych w „Dwunastce”

To Jurkowe klasy sportowe zainspirowały mnie w 2003 roku do stworzenia klasy profilowanej informatycznej z ECDL. Chyba pierwszej w Polsce. I wielu kolejnych takich klas, aż do końca gimnazjów… Dziś już nie wolno – a szkoda.

To jego bezkompromisowa dbałość o sale gimnastyczną, o sprzęt, o swoje zaplecze sportowe, wpłynęło też na ukształtowanie podobnych cech u mnie. U niego widziałem jak organizować pieniądze na doposażenie sportowe szkoły np. gdy pozyskał dla szkoły siłownie. Chyba działa w Ekonomiku do dnia dzisiejszego, mimo, że uczniowie już nie wiedzą kim był CIałoń – a szkoda.  (Przydałaby się tabliczka z jego imieniem). Kolejne pracownie informatyczne, czy techniczne, jakie udało mi się zdobyć dla szkół w których pracowałem, są pokłosiem tego co widziałem u Jurka.

On zainspirował mnie do działalności w „Solidarności”. Do pięt mu nie dorastałem, ale się starałem.

Na Jurka podwórku były pierwsze imprezy dla całego grona z naszej szkoły.

Był dla mnie nauczycielskim autorytetem, mimo, że mnie nie uczył, nie trenował. Czasem bardzo kontrowersyjnym i despotycznym. Miał wiele osób, którym nadepnął na odcisk. Którzy mieli do niego żale. Ale czy są ludzie idealni?

Ideałem nie był i Jurek. Wiedzą o tym zapewne jego zawodniczki, które usłyszały nie jedno cierpkie słowo i przeżyły nie jeden morderczy trening. Ale z perspektywy lat widzę, że te które dawały radę wytrzymać jego metody odnosiły duże sukcesy sportowe, a te co narzekały do niczego specjalnego nie doszły. A miałem okazję troszkę Jurka jako trenera poobserwować. Chociażby dzięki temu, że namówił mnie do organizowania obozów sportowych dla piłkarek ręcznych ( przez 7 lat ). Jurek miał swoje od wielu lat wypróbowane, ostre metody pracy. Nie potrafił dostosować się do dzisiejszych liberalnych zasad w szkole. Nie potrafił odpuścić z wysokich wymagań wobec siebie i innych. Przypłacił to zdrowiem. Musiał odejść ze szkoły, z trenowania. A szkoda bo za jego czasów piłka ręczna dziewcząt w Tychach odnosiła liczne sukcesy.

Dziś z nostalgią wspominam te sierpniowe obozy sportowe, często współdzielony pokój. Wspominam to czego dziś już w szkole nie można sobie wyobrazić – imprezki w jego gabinecie, na koniec półkolonii zimowych, gdy już dzieci nie było, a do sklepu po „soczek” musiałem lecieć, jako najmłodszy w gronie. Te imprezy w jego domu dla całej „Dwunastki” i te mniejsze dla grona trenerskiego. Wspominam jak ten o 20 lat starszy i o 50 kg cięższy facet ogrywał mnie w badmintona, a najsłabszy to raczej nie byłem. Już nie zagramy też w bilard…

Wspominam i żałuję, że chyba nigdy nie powiedziałem mu, że był dla mnie kimś naprawdę ważnym i odcisnął na mojej pracy zawodowej takie piętno jak nikt inny. Już tego nie powiem, bo odkąd odszedł na emeryturę pozwoliłem, aby nasz kontakt stawał się coraz rzadszy. Bo od półtora roku, wielokrotnie, wybierałem się do niego i nie dojechałem. Jajku, jak mi wstyd. Jak żal.

Ileż to ludzi Jurek miał wokół siebie, gdy był sprawny i hołubiony? Kto z nas mu został na mecie jego życiowej kariery?

Ile to życia marnujemy na sprawy, których ze sobą nie zabierzemy w inne światy, a w miedzy czasie przelatują nam przez palce sprawy ważne, bo pokazujące jakimi jesteśmy ludźmi, przyjaciółmi, kolegami. Ten egzamin oblałem.

Jeżeli macie kogoś ważnego w Waszym życiu, to nie marnujcie tego czasu jaki Wam pozostał.  Jak powiedział pewien ksiądz: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Oj, za szybko. Zostają tylko głuche numery w telefonie i wspomnienia i żal.

 

 

Pozostaje mi zmówić modlitwę za dusze Jurka Ciałonia, o co i Ciebie proszę cztelniku tego tekstu.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.