Pielgrzymka motocyklowa Iskry Miłosierdzia dla mnie to ważna impreza w roku. Tym razem organizatorzy zaplanowali łagodną opcję z docelowym Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Medjugorie. Oczywiście początek był w Krakowie w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie tym razem pojawiło się nas około 250 z motocyklami. Bałkany’2025 to już dziesiąta oficjalna pielgrzymka, a dla mnie szósta. Cieszę się, że mimo ubiegłorocznej wywrotki i połamania kości znów byłem gotów do drogi i dałem rady… Mój Anioł Stróż, jak się okazało, też.

Dotarliśmy do celu i odwiedziliśmy miejsca, gdzie można było się skupić i czuć bliżej Matki Boga.

Nie będę opisywał drogi przez Słowację, Węgry czy Chorwację. Całej turystyki. Wielu te rejony zna i bywa tam regularnie. Może wielu chciałoby częściej, ja też. Pięknie wyglądają Tatry z siodełka motocykla. Fajnie jest na Słowacji. Węgierski Eger zachwyca, a Balaton przyciąga ludzi z Polski od wielu lat. Czyż może być atrakcyjniejsze miejsce jak wybrzeże Chorwacji latem? Bajeczny Dubrownik. Tych kilka nieudolnych zdjęć wiele pokazuje i nie ma chyba po co pisać.


Znów spotkałem się z ludźmi, z którymi łączy nas pasja do jazdy motocyklem i ogólnie wiara w Boga, a zwłaszcza w Miłosierdzie Boże. Oj mnie grzesznikowi jest i będzie ono szczególnie potrzebne. Jeździłem z ludźmi, z którymi czasem przejechałem już tysiące kilometrów, których bardzo lubię. Rozmawiałem z ludźmi, których wcześniej bardziej czy mniej poznałem. Najwięcej jest tych poznanych po moim upadku, a którzy mnie pamiętają, nawet, gdy ja ich już nie bardzo (przepraszam, że tak też bywa). Poznałem kilku nowych. Jakie to fajne, że Iskra Miłosierdzia nas łączy i buduje dobre relacje. Czuje się w tym gronie bardzo dobrze.


Chciałbym napisać o czymś innym. Podczas pierwszej pielgrzymki Iskry Miłosierdzia do Papieża w Rzymie, poczułem smak motocyklowego pielgrzymowania. To samo było rok później jadąc do Fatimy. Mimo, iż na tych pielgrzymkach było trudno, spontanicznie i bardzo minimalistycznie – to wtedy wykuwał się duch naszych pielgrzymek, który i teraz poczułem. To wtedy poznawałem motocyklistów, którzy na co dzień byli księżmi, biznesmenami, nauczycielami, górnikami, deweloperami czy ślusarzami. Poznawałem kładąc się do spania na podłogach korytarzy, na boiskach szkolnych, pod stołami w klasztorach. Niewielka cena, niewielkie wymagania ludzi i wielki duch oraz chęć bycia razem. Pokazania światu, że jest nas sporo, których łączy ten sam krzyż w sercu i na motocyklowej kamizelce odblaskowej. Łączył tych co trwają w wierze nieskazitelnie, tych co upadają i podnoszą się błądząc po różnych manowcach oraz tych co nadal leżą i zastanawiają się czy kiedyś się podniosą. Przesłanie Bożego Miłosierdzia. Jednoczyliśmy się bez względu na to czy jeździliśmy ostrożnie powolnym chopperem, w dalekie trasy turystykiem, czy wariacko szybkim ścigaczem. Zresztą nie typ motocykla jest ważny, ale to co ma się w sercu, co się potrafi i jakim się jest człowiekiem dla innych.

Cieszę się, że w tym roku znów mogłem jechać. Chociaż teraz te pielgrzymki już są bardziej ucywilizowane, składnie organizowane przez biuro podróży (Sylwia, dziękuje za wszystko) i już nie śpimy gdziekolwiek. Czasem nie tanie. Ale jest dobrze, chociaż inaczej. Dopóki są pielgrzymki, gdzie większość ludzi czujących więź z Iskrą Miłosierdzia jedzie razem, to jest dobrze. Dopóki na tych pielgrzymkach wszyscy możemy jednoczyć się na wspólnych Mszach Świętych, modlitwach, przeżywać razem Apel Jasnogórski, to jest dobrze. Wierzę, że to ocalimy i nie przerodzi się ten ruch w liczne małe wycieczki, bardziej turystyczne niż pielgrzymkowe. Szkoda by było. Księże Adamie, dziękuję za już i proszę…

Tymczasem radowałem się mszami dla całej pielgrzymki w kościele w Egerze czy chorwackiej Marija Bistrzycy i w wielu innych miejscach. Serce rosło podczas wspólnych spacerów w Sarajewie czy Dubrowniku.

Byłem dumny z przejazdu w pielgrzymkowej kolumnie przez Medjugorie, nawet gdy chwilę później wstydziłem się, że tak mało nas dotarło do wioski dziecięcej, gdzie czekali na nas z otwartymi ramionami.

Fajne były nawet te koronki, w naszej małej grupie przejazdowej, na stacjach benzynowych czy obok budki z jedzeniem (Księże Marku dzięki, że nas ogarniasz). Pielgrzymka to chwile wspaniałe i czasem te trudniejsze też. Nawet wtedy, gdy coś nam nie pasuje, ale mimo wszystko dajemy radę. Bo liczy się coś innego. Taka wspólnota w wierze dla nas i dla tych co nas spotykają. No i oczywiście wspólne przeżycia na motocyklu.

I martwi mnie tylko, że gdy już pielgrzymka się kończy, gdy wracamy do domów, tak trudno przenieść to wszystko w codzienne życie. Oczywiście wracają codzienne kłopoty, nerwy, słabości, grzechy. Znów zbieram balast, za który, jak Bóg da, za rok będę na kolejnej pielgrzymce przepraszał. Ale zbiera się też wiele powodów do dziękowania i proszenia. Wiele powodów, aby uczestniczyć w kolejnej pielgrzymce motocyklowej „Iskry Miłosierdzia”. Jak Bóg da…



