Wygraliśmy – Wygrałem!!!

Kurcze… wygraliśmy! Będzie nowa pracowania w naszej szkole – w mojej szkole. Będzie nowa pracowania! Wygrałem!!! Pracowania do informatyki i robotyki! Cieszę się tym, jakby mi ktoś dał… nawet trudno mi określić co… co by mogło mnie tak uradować! W ten sposób, nasza szkoła znajdzie się wśród nielicznych szkół tak dobrze wyposażonych pod względem komputerów i robotów. XXI wiek i u nas zagości!  Chociaż ta radość jest przytłumiona gorzką refleksją – jak to u mnie. Czytaj dalej Wygraliśmy – Wygrałem!!!

Życzenia Bożonarodzeniowe 2017 :)

Nie z obowiązku, nie z tradycji i nie z jakiegoś przyzwyczajenia.
Nie z wzajemności, czyjejś namowy lub broń Boże rozkazu.
Nie dla wyrachowania, sławy, czy próby poprawy mego obrazu,
piszę te życzenia.

Lecz dlatego, że taka potrzeba czasem się we mnie budzi
i tak od środka drażni niesamowicie. Nawet spać nie daje.
Klawiatura ciągnie do pisania. I wtedy to z serca powstaje
laurka dla dobrych ludzi.

Taki potok słów, co sam serdecznie do Was płynie i nie ustaje.
Dla tych co mi najbliżsi, tych z którymi spotykam się co rano
i tym, co czasem tylko na krótko na mej drodze przystają.
Wam to oddaję.

Zatrzymajcie się w gonitwie i dajcie szansę, aby w te święta
słowa: miłość, przyjaźń, radość, szczęście i zrozumienie,
odkryły przed Wami nowe, jeszcze piękniejsze swe znaczenie.
Niech Bóg o Was pamięta.

Życzę Wam tego, o co sam staram się na każdym kroku:
spełniajcie swe najskrytsze marzenia! Wszystkie, co do joty.
Pokonajcie kilometry, przeciwności, czas, smutki i tęsknoty.
Powodzenia w Nowym 2018 Roku.

Jasssiu

 

https://drive.google.com/file/d/1NOVyGg7v6yxWW1NLvuo178REdFSUD0r9/view?usp=sharing

 

Spotkałem człowieka

Nieprzewidywalnymi drogami prowadzi nas Bóg po ziemi (dla niewierzących to pewnie LOS). Niezwykłych ludzi stawia nam na drodze. Czasem rzekłbyś przypadek. Ale czy na pewno?

Mamy październik – miesiąc różańcowy w kościele katolickim. Dawno minął czas, gdy regularnie chodziłem na te nabożeństwa. Wprawdzie pierwszy różaniec dostałem na komunię, ale rzadko pamiętałem aby go zabrać. Zaginął. Minęły lata. Kolejny dostałem od znajomej, jako pamiątka z Ziemi Świętej. A może… abym się poprawił? Hmm. Mam go w domu. Jednak nadal jak już się modliłem to raczej na palcach niż na różańcu. W tym roku, jak część z Was wie, pojechałem motocyklem w podróż po najsławniejszych sanktuariach, aż do Fatimy. Wiele różańców widziałem po drodze. W rękach modlących się ludzi, na lusterkach samochodów, na straganach (tych najwięcej). Kupiłem nawet parę. Nie dla siebie, tylko dla ludzi mi bliskich. Taka pamiątka, jak ta co jest w moim domu. A może coś więcej? Może nie tylko symbol. Nie tylko szkiełka czy drewienka. Może szansę na lepsze, spokojniejsze życie…

Kończąc podróż do Fatimy dostałem swój trzeci w życiu różaniec. Kamyczki połączone sznurkiem. Wymodlone nie jeden raz. Przywiózł je z Medziugorie mój kolega Zygmunt. Modlił się na nich przez całą szczęśliwą podróż do Fatimy i na koniec dał mnie. Wzruszyłem się. Bo wierzę, że dał mi kamyczki prowadzące człowieka w modlitwie do Matki Bożej. Prowadzą też do wnętrza siebie, dając człowiekowi czas, gdy nie goni za codziennymi troskami. Czas modlitwy, skupienia i czas na przemyślenia. To ostatnie może nie zbyt poprawne, ale ile razy myśli mi odjechały podczas tej modlitwy. Przemyślenia i później powrót do kolejnego kamyczka – kolejnej „zdrowaśki”. Tak sobie myślę, że wielu psychoterapeutów miałoby znacznie mniej klientów, gdyby ludzie potrafili wykorzystać tę moc kilku koralików połączonych sznurkiem.

Dziś. Dziś mój syn ma swoje święto. Będzie przyjęcie, ale też msza święta, więc wypadło mi trafić do spowiedzi. Taki grzesznik jak ja przeżywa to zawsze bardzo głęboko. Taki katharsis w widzeniu samego siebie i swoich słabości. Już o 6:20 stałem pod konfesjonałem. Później, mając prawie godzinę czasu do pracy, postanowiłem zostać na mszy. Spowiedź i msza to, jak mniemam, kolejny tradycyjny sposób radzenia sobie bez terapeutów.

Msza szybko minęła, więc idę sobie do samochodu. Łapie mnie jakiś młody człowiek i prosi o podwiezienie. Czemu nie? Zawożę go na dworzec. Drogą zagaduje mnie o wiarę i namawia do obejrzenia jakiegoś filmu. Dziwny człowiek jak na nasze czasy. Zaczynam się denerwować, że jakiegoś „świadka Je” wpuściłem do samochodu. Ale nie! Okazuje się, że razem byliśmy na mszy. Jedziemy 5 minut i dowiaduję się o jego pielgrzymce do Medziugorie i o tym, że bardzo się zmienił znajdując swoją drogę życiową. Że pomógł mu w tym różaniec. I dlatego kupił tam różańce. Tyle na ile było go stać i rozdaje ludziom. Dał i mnie. Okazuje się, że jakiś inny, bo składający się z 13 części do modlenia się za dusze w Czyśćcu cierpiące. Chyba najbardziej niezwykły i nieoczekiwany. Mój czwarty w życiu różaniec. Prezent od nieznajomego, którego spotkałem całkiem przypadkiem i już pół dnia mam go w głowie. W dzisiejszych czasach, coraz więcej osób nie chce chodzić do kościoła, bo ma zastrzeżenia do księży lub wstydzi się, bo inni mają jakieś zastrzeżenia i głośno to wypowiadają. Wyśmiewają. Bo modne staje się bycie człowiekiem nowoczesnym, wyzwolonym, z własnym poglądem na to kim i gdzie ma być Bóg. Modny brak wiary, tak jak wegetarianizm czy aerobik.

Dziś trafił mi się radosny gość chwalący się swoją wiarą. Zarażający nią otoczenie. Wielu powie: nawiedzony wariat. Okazał się kimś ważnym na mojej życiowej drodze. Troszkę jak wszyscy Ci którym dawałem różańce i CI od których je dostawałem. Dołączył do nich, chociaż nawet o tym nie wie.

A mogłem zostać w domu, nie spowiadać się, nie modlić i go nie spotkać. Wyspać się. Zobaczyć filmik na YT.  Mogłem później, jak wielu, poszukać sobie psychoterapeuty, który na kolejnych sesjach, podpowiadałby mi jak mam się ze sobą dogadywać w nowoczesny sposób… A mnie poniosło drogą, na której spotkałem niezwykłego człowieka, który dał mi klucz do odrobiny spokoju wewnętrznego. Reszta znów w moich rękach.

 

Ludzie! Ale dostałem nagrodę!

Jak co roku zbliża się Dzień Nauczyciela. Czasem belfer dostaje wtedy jakąś nagrodę. Często czytam w prasie, jakież to nagrody dostali znajomi zza szkolnego biurka. W tym roku też tak jest. Więc gratuluje mojemu Dyrektorowi Nagrody Ministra, moim koleżankom medali i nagród prezydenta.  A wczoraj i ja odebrałem nagrodę. Dała mi tyle radości i energii, że nawet ta obiecana przez dyrekcję tego nie przebije. Postawiono mi dwa piwa i dorzucono do tego garść wspomnień w pakiecie. Czytaj dalej Ludzie! Ale dostałem nagrodę!

Pesymista z doświdczenia

Jestem pesymistą! Nie jest to cecha wrodzona, a raczej nabyta. Nie wiem jak to się stało, ale życie zaczęło mnie męczyć. Widać to po tekstach, jakie tu zamieszczam. Większość moich przemyśleń powstaje w chwilach gdy coś mnie wkurza. Dawniej nie pisałem w ogóle. Dziś coraz częściej. Dlaczego? Bo coraz bardziej świat mnie irytuje. Bo jak tylko się w coś zaangażuję to okazuje się to błędem. A może pechowiec ze mnie? Podać przykłady? Proszę bardzo. Mam ich wiele!

Czytaj dalej Pesymista z doświdczenia

Święta, święta i po świetach. Czy jeszcze kiedyś wrócą prawdziwe święta?

Święta straszyły mnie od ponad miesiąca sklepowymi dekoracjami i muzyką „Last Christmas” (nieżyjącego już od tych świąt) Georga Michaela. Napięcie rosło z każdym dniem i każdą chwilą spędzoną w sklepach, w poszukiwaniu wymarzonych prezentów. Chyba najbardziej to ja marzyłem o tych prezentach – aby jak najszybciej mieć ich komplet. Prezent dla każdego dla mnie bardzo ważnego, od kogo i ja spodziewałem się być zaskoczonym prezentem. Rosło z powrotami do domu, gdzie powinien być tradycyjny czas sprzątania – tylko, że czasu brakowało. Więc wiele zostało odłożone na kiedyś… Jeszcze odrobina stresu i nadziei na uspokojenie sumienia podczas spowiedzi i już jest Wigilia. Czytaj dalej Święta, święta i po świetach. Czy jeszcze kiedyś wrócą prawdziwe święta?

Zły to ptak, co własne gniazdo kala

Od dłuższego czasu dręczy mnie myśl, że zawód jaki wykonuję jest coraz mniej ceniony. Że z coraz większymi oporami przychodzi mi powiedzieć w czasie przedstawiania się, że jestem nauczycielem. Coraz trudniej o poczucie elementarnego szacunku, nawet na lekcjach. Wprawdzie jeszcze mi kosza na głowę nikt nie zakłada, ale może to tylko dlatego, że mam 185 cm wzrostu i niewielu sięga. Mam wrażenie, że czasem zrobiliby to z dużą satysfakcją.  I o dziwo nie gimnazjaliści, tylko uczniowie szkół podstawowych, w których mam godziny.

Czytaj dalej Zły to ptak, co własne gniazdo kala

Niespodzianka! Dziś mam urodziny!

Dziś mam urodziny! Nie pamiętałem nawet o tym, ale Facebook mi przypomniał. Może dlatego, że nie bardzo pamiętam chwile mojego porodu. Rodziłem się z trudem i dużymi oporami moralnymi. Tym bardziej, iż była to moja trzecia reinkarnacja. Wcześniej żyłem z setkami znajomych na Gadulcu (dobrze mi było), potem z wybrańcami na Naszej Klasie. 5 lat temu narodziłem się wśród Facebookowiczów. Na początku bardzo nieśmiały i z dużym dystansem. Wyznaczyłem ostre granice, kto będzie miał prawo zaglądać w moje nowe życie, a kogo będę trzymał z dala. Z czasem nieco rozmyły się. Chociaż nadal uważam, że nie można zbierać ludzi jak pokemony. Z tego powodu, że kogoś widzę 5 minut w tygodniu, nie mogę go nazwać „znajomym”.

Czytaj dalej Niespodzianka! Dziś mam urodziny!