Emerytura, emeryturka…

Po 34 latach pracy, w tym 31 jako nauczyciel, przechodzę na wcześniejszą emeryturę z niezwykle mieszanymi uczuciami. Odchodzę w poczuciu zawodowego spełnienia i zarazem życiowej porażki. Jestem dumny z tego co robiłem, co udało mi się przez te lata osiągnąć w szkolnictwie i zarazem wstyd mi, że tyle lat i tyle energii poświęciłem pracy, w której sukcesywnie malał mój prestiż zawodowy, coraz częściej mnie poniżano i stale marnie płacono. 31 lat cudownej, często dającej dużo szczęścia i satysfakcji pracy z uczniami i zarazem 31 lat uporczywej walki z systemem, z kolejnymi reformami, z pomysłami ministrów, wizytatorów, czasem przełożonych czy rodziców, próbujących mi te pracę utrudnić i obrzydzić. Dziś mam już dość.

Jak dziecko cieszę się, że znalazłem sobie furtkę dającą mi możliwość ucieczki, chociaż wiem, że będę tęsknił i zapewne zapragnę jeszcze w jakimś organicznym zakresie wrócić… Dziś moja szkolna frustracja osiągnęła stan krytyczny i odchodzę na emeryturę, której wysokość jest ostatnią formą, jaką moje państwo upokarza mnie jako nauczyciela. Nie zważam już na nic.

Składając wypowiedzenie umowy pracy i przechodząc na emeryturę nie sposób nie spojrzeć wstecz, nie analizować, nie podsumowywać…

Czytaj dalej Emerytura, emeryturka…

Nowo-stare lekcje w „Laboratorium Przyszłości”

Technika to mój pierwszy przedmiot, jakiego uczyłem od lat dziewięćdziesiątych i do dziś uczę. Później pojawiła się informatyka i pierwsze komputery w szkołach, gdzie pracowałem. Po drodze romanse z matematyką, wuefem czy reklamą. Ale technika to jest to, co Wróbel lubi najbardziej, bo tu jest miejsce na różnorodność, na poszukiwanie i rozwijanie zainteresowań. Na odkrywanie predyspozycji i talentów. Tu mogłem się dobrze bawić i jeszcze mi za to płacono (hmm, wysokość pensji też jest zabawna, a raczej tragikomiczna). Czytaj dalej Nowo-stare lekcje w „Laboratorium Przyszłości”

A tak sobie, ciut pozalekcyjnie.

Fajnie jest móc budować to co w szkole jest wartością dodaną do nauki, nie do przecenienia, a przy tym w obecnym świecie coraz bardziej trudne do realizacji. Trudne, bo mniej jest dzieci i młodzieży, którym chce się robić coś dodatkowo w szkole. Często siedzenie przed komputerem wygrywa. Trudne, bo jest coraz więcej kłód kładzionych pod nogi, głównie przez pojedynczych rodziców-krzykaczy i ogólne trendy w oświacie. Lepiej się nie wychylać. Trudne, bo co raz mniej czasu ma nauczyciel chcący godnie żyć – musi szukać dodatkowej pracy. Trudne, bo coraz częściej nauczyciel musi zajmować się udowadnianiem, że zależy mu na dzieciach, że wie co robi,  zamiast pracą z nimi. Czytaj dalej A tak sobie, ciut pozalekcyjnie.

Dwa koszmary i nie wiem który gorszy.

Ale miałem lekcje!
Wchodzę do pracowni, a ona długa i wąska niczym ciasny korytarz. Dzieci siedzą w dwóch rzędach, bo niemal 100% ma dostosowania warunków pracy do swoich możliwości psychofizycznych. Pracownia tak ustawiona, aby 19 uczniów mogło siedzieć w pierwszym rzędzie, najbliżej nauczyciela (zgodnie z zaleceniami poradni). W drugim rzędzie siedzi dyrekcja (hospitacja) i troje dzieci (to te bez zaleceń). Czytaj dalej Dwa koszmary i nie wiem który gorszy.

Jest CI ciężko? Nie jesteś sam!

Obecnie strajkuję. W dużym mieście jest łatwiej. W mieście, gdzie władze są w opozycji, nie trzeba heroizmu. W szkole, gdzie dyrekcja wspiera swą postawą strajkujących, jest spokojniej. Mam szczęście. Tu społeczeństwo jest lepiej wykształcone i przygotowane do samodzielnego myślenia. Są tu tacy, którzy przysyłają dla strajkujących ciasto, pączki lub chociaż dobre słowo. Dziękuję im za wsparcie.  Przeciwnicy też są, ale mogę anonimowo, np. w hipermarketach, robić zakupy i nie narażać się na wrogie spojrzenia.

Czytaj dalej Jest CI ciężko? Nie jesteś sam!

Boże mój! Za coś mnie tak pokarał?

Boże mój! Za coś mnie tak pokarał? Czemuś na mój jeden żywot zawodowy zesłał tyle przekleństw?

A działo się to tak… Skuszony fałszywymi, jak się później okazało, obietnicami pasjonującej pracy i szybszej emerytury,  zostałem nauczycielem. Zlekceważyłem wtedy fakt, że moi koledzy handlując odzieżą na straganie, zarabiali znacznie więcej niż ja. Pomyślałem, to musi się kiedyś zmienić, a kasa to nie najważniejsza rzecz na świecie. Szybko odkryłem, że satysfakcja i poczucie pewnej misji do wykonania, więcej znaczy niż pieniądze. System utwierdzał mnie w tym, poklepując po ramieniu, podczas wręczania kolejnych dyplomów i gratulacji. Uczniowie dobrym słowem. Absolwenci rzewnym wspomnieniem. Wsiąkłem w szkolnictwo bez reszty.

Czytaj dalej Boże mój! Za coś mnie tak pokarał?

Ludzie! Ale dostałem nagrodę!

Jak co roku zbliża się Dzień Nauczyciela. Czasem belfer dostaje wtedy jakąś nagrodę. Często czytam w prasie, jakież to nagrody dostali znajomi zza szkolnego biurka. W tym roku też tak jest. Więc gratuluje mojemu Dyrektorowi Nagrody Ministra, moim koleżankom medali i nagród prezydenta.  A wczoraj i ja odebrałem nagrodę. Dała mi tyle radości i energii, że nawet ta obiecana przez dyrekcję tego nie przebije. Postawiono mi dwa piwa i dorzucono do tego garść wspomnień w pakiecie. Czytaj dalej Ludzie! Ale dostałem nagrodę!

Konferencja „Rozwijanie kompetencji informatycznych uczniów…”

Czy ja już mówiłem, że spóźnianie się to coś co mi najlepiej wychodzi mimo, że zupełnie się nie staram? Tak też niechcący udało mi się spóźnić na dzisiejszą konferencję zorganizowaną przez RODN Katowice. Pewnie zdążyłbym, gdybym nie musiał kluczyć po wszystkich osiedlowych uliczkach w poszukiwaniu wolnego miejsca parkingowego. W końcu udało się i spokojnie poszedłem na konferencje w przeświadczeniu, że przecież jako zarejestrowany gość, więcej problemów mnie nie czeka. Pierwsza niespodzianka w szatni – brakło numerków i kłopot z zostawieniem kurtki. Drugi problem to wejście na aulę, która była tak zapchana jak kościół na pasterce. Potem i na warsztatach było pełno (brakło krzeseł).

Czytaj dalej Konferencja „Rozwijanie kompetencji informatycznych uczniów…”