Z trzy dni z synem – śladami podziemnych zabytków

Kolejna wyprawa z Grzesiem – tym razem motocyklem. Wyruszamy w sobotę rano, aby szybko dotrzeć do dawnej sztolni węgla kamiennego Kopalni Królowa Luiza w Zabrzu. Złamaliśmy po drodze kilka przepisów, bo jedyna możliwość zwiedzenia to zdążyć na 10:00. Na miejscu okazało się że punktualność to nie jest mocna cecha i nasza, i tego muzeum. Mamy czas na śmieszne zdjęcia i w końcu wchodzimy w podziemia. Ciemno, brudno i nawet interesująco. Zwłaszcza gdy mamy możliwość zobaczenia pracujących maszyn. Nie zdawałem sobie sprawy, że to tak właśnie wygląda. Kombajny, kolejki, wózki itd.  Fajnie. 

Nieco zmęczeni zwiedzaniem i wysoką temperaturą dzisiejszego dnia, udajemy się do Tarnowskich Gór do aqua parku. Różne wodne atrakcje przywracają nam energię. Będąc w Tarnowskich Górach nie wypadało ominąć Sztolnię Pstrąga. Dlatego jeszcze raz schodzimy pod ziemię. Niecodzienne wrażenie, gdy się płynie łódką pod ziemią. Polecam. Nocujemy w niedawno wyremontowanym schronisku koło Lublińca.

Drugi dzień wycieczki psuje nam od rana pogoda. Leje, aż do południa. Trafiamy do urokliwej miejscowości Brzeg gdzie zwiedzamy tamtejszy zamek. Dziedziniec wyraźnie zainspirowany Wawelem. W komnatach tak sobie. Potem obiadek i okazuje się, że do Wrocławia już nie zdążymy. Szkoda bo bilety…

Jedziemy dalej na południe do Kłodzka, gdzie mamy zarezerwowany pokój. Po drodze odwiedzamy różne naprawdę stare miasteczka. Najciekawszym obiektem jest krzywa wieża w Ząbkowicach Śląskich odchylona od pionu o dobre 2 metry. Później jeszcze pizza w Bardzie i późno wieczorem docieramy na nocleg.

Trzeciego dnia znów mamy słoneczną pogodę. Zwiedzamy zacną Twierdzę Kłodzko. Jej część nadziemną i podziemną. Oj napracowali się ludziska nim coś takiego wybudowali. No i nie dziwne, że tak skomplikowaną budowlę nikt nie próbował sforsować. My wchodzimy wszędzie z przewodnikiem. Do loszków minerskich też.

Twierdze zostawiamy w spokoju . Krótki spacer po uliczkach miasta i czas nam w drogę.

Po Kłodzku kierujemy się w stronę domu. Jeszcze spacer po Nysie.

W drodze pizza. Później Rudy. I wieczorem jesteśmy w domu. Za nami trzy dni jazdy na motorze. 750 km w różnych warunkach pogodowych. Czasem upał, czasem deszcz. Fajna przygoda.