Święta, święta i po świetach. Czy jeszcze kiedyś wrócą prawdziwe święta?

Święta straszyły mnie od ponad miesiąca sklepowymi dekoracjami i muzyką „Last Christmas” (nieżyjącego już od tych świąt) Georga Michaela. Napięcie rosło z każdym dniem i każdą chwilą spędzoną w sklepach, w poszukiwaniu wymarzonych prezentów. Chyba najbardziej to ja marzyłem o tych prezentach – aby jak najszybciej mieć ich komplet. Prezent dla każdego dla mnie bardzo ważnego, od kogo i ja spodziewałem się być zaskoczonym prezentem. Rosło z powrotami do domu, gdzie powinien być tradycyjny czas sprzątania – tylko, że czasu brakowało. Więc wiele zostało odłożone na kiedyś… Jeszcze odrobina stresu i nadziei na uspokojenie sumienia podczas spowiedzi i już jest Wigilia. Czytaj dalej Święta, święta i po świetach. Czy jeszcze kiedyś wrócą prawdziwe święta?

Zły to ptak, co własne gniazdo kala

Od dłuższego czasu dręczy mnie myśl, że zawód jaki wykonuję jest coraz mniej ceniony. Że z coraz większymi oporami przychodzi mi powiedzieć w czasie przedstawiania się, że jestem nauczycielem. Coraz trudniej o poczucie elementarnego szacunku, nawet na lekcjach. Wprawdzie jeszcze mi kosza na głowę nikt nie zakłada, ale może to tylko dlatego, że mam 185 cm wzrostu i niewielu sięga. Mam wrażenie, że czasem zrobiliby to z dużą satysfakcją.  I o dziwo nie gimnazjaliści, tylko uczniowie szkół podstawowych, w których mam godziny.

Czytaj dalej Zły to ptak, co własne gniazdo kala

Niespodzianka! Dziś mam urodziny!

Dziś mam urodziny! Nie pamiętałem nawet o tym, ale Facebook mi przypomniał. Może dlatego, że nie bardzo pamiętam chwile mojego porodu. Rodziłem się z trudem i dużymi oporami moralnymi. Tym bardziej, iż była to moja trzecia reinkarnacja. Wcześniej żyłem z setkami znajomych na Gadulcu (dobrze mi było), potem z wybrańcami na Naszej Klasie. 5 lat temu narodziłem się wśród Facebookowiczów. Na początku bardzo nieśmiały i z dużym dystansem. Wyznaczyłem ostre granice, kto będzie miał prawo zaglądać w moje nowe życie, a kogo będę trzymał z dala. Z czasem nieco rozmyły się. Chociaż nadal uważam, że nie można zbierać ludzi jak pokemony. Z tego powodu, że kogoś widzę 5 minut w tygodniu, nie mogę go nazwać „znajomym”.

Czytaj dalej Niespodzianka! Dziś mam urodziny!

Przepraszam, że jestem nauczycielem

Przepraszam, że naraziłem społeczeństwo na straty związane z moim wykształceniem. W końcu prawie 24 lata spędziłem w szkole ucząc się w podstawówce, technikum, studium, potem jedne, drugie itd. studia. O dziesiątkach kursów i warsztatów nie wspomnę. I po co to było? Aby być pasożytem dalej żerującym na państwowym garnuszku? A mogłem zostać budowlańcem, taksówkarzem czy chociaż piekarzem. Kimś szanowanym i docenianym.
Czytaj dalej Przepraszam, że jestem nauczycielem

Konferencja „Rozwijanie kompetencji informatycznych uczniów…”

Czy ja już mówiłem, że spóźnianie się to coś co mi najlepiej wychodzi mimo, że zupełnie się nie staram? Tak też niechcący udało mi się spóźnić na dzisiejszą konferencję zorganizowaną przez RODN Katowice. Pewnie zdążyłbym, gdybym nie musiał kluczyć po wszystkich osiedlowych uliczkach w poszukiwaniu wolnego miejsca parkingowego. W końcu udało się i spokojnie poszedłem na konferencje w przeświadczeniu, że przecież jako zarejestrowany gość, więcej problemów mnie nie czeka. Pierwsza niespodzianka w szatni – brakło numerków i kłopot z zostawieniem kurtki. Drugi problem to wejście na aulę, która była tak zapchana jak kościół na pasterce. Potem i na warsztatach było pełno (brakło krzeseł).

Czytaj dalej Konferencja „Rozwijanie kompetencji informatycznych uczniów…”

Wstęp

Witam!

 

Życie to pasmo ciągłych niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Bo jak nazwać sytuacje, gdy zapewne dyslektyk i dysortografik (i jeszcze kilka dys… dałoby się do mnie przykleić), będzie pisał coś, co być może ktoś zechce przeczytać? A skoro drogi czytelniku to czytasz, znak to niezaprzeczalny, że Bóg bawi się naszymi kompleksami, pomysłami i talentami w sposób nieprzewidywalny.

Czytaj dalej Wstęp

Coś jednak zostaje…

Mijają dni od 14 października, a ja nadal odczytuję wiadomości, po których wpadam w zakłopotanie. Po których serce belfra rośnie. Wiem, że piszą mi te wiadomości osoby przychylne mi. Że są i tacy, co się z tym zupełnie nie zgodzą. Słowa, które nieskromnie jest cytować, a równocześnie żal skasować. Zapomnieć nie potrafię. Cóż chyba wraz z wiekiem człowiek robi się bardziej sentymentalny.

Czytaj dalej Coś jednak zostaje…

Code Week 2016

Tego mi było trzeba! Prawie 15 miesięcy minęło od czasu, gdy ostatnio coś fajnego udało mi się zorganizować z gimnazjalistami. Cóż urlop. Potem bolesny powrót do ciasnych ram wyznaczonych przez rygor planowanych lekcji, kółek, konferencji itd. Do tego ponad 100 komputerów, za które nie wiem czemu, ale jestem odpowiedzialny jak konserwator.

Czytaj dalej Code Week 2016

Dzień Nauczyciela 2016

Święto dziś podobno mam, więc wstałem sobie za późno, aby zdążyć do pracy na oficjalną imprezkę w gronie równie radośnie świętujących. Wbiegłem na salę i zająłem pierwsze wolne miejsce. Jak się później zorientowałem bardziej administracyjne niż nauczycielskie (jak łatwo się dzielimy na imprezach jednoczących wszystkich). Tu przy ciastku siedząc (bo kawy nie piję, a to co bym chciał to nie wolno) z braku szerszej liczby znajomych do pogadania w nowym moim miejscu pracy – rozmyślam.

Słucham przemowy Pani Dyrektor i smutnych głosów koleżanek. Nad wszystkimi unosi się, podobno optymistyczny, duch przyszłej reformy, czytaj: likwidacji tej szkoły. Likwidacji szkoły, którą już kiedyś jako jedną ze słabszych szkół w mieście nasz zacny magistrat próbował zlikwidować. Wtedy się obronili, napędzani siłą rodziców uczniów. Dziś, gdy szkoła jest jedną z najlepszych szkół w mieście, widzę wokół siebie nic tylko rozgoryczenie i poczucie zmarnowanych lat. Ktoś coś wspomina o związkach zawodowych. A mnie nachodzi dziadkowa refleksja: „Jak bida to do żyda, a jak po bidzie to całuj mnie w … żydzie”. Jakie związki zawodowe? Skoro większość nauczycieli do nich nie należy, a i ci co należą to figuranci niezdolni do walki o swoje. Przepracowałem 22 lata w szkole bez strajku, a protesty odbywały się w soboty. Wielokrotnie my nauczyciele udowodniliśmy jak słabych mamy reprezentantów, bo ich nigdy nie poparliśmy gromadnie. Jak już coś się organizowało to zwykle albo jeden związek albo drugi. Taka nasza jedność oświatowa. Jesteśmy stadem owieczek, które ślepo wierzą, że mają misję do spełnienia. Czyli dać się wydoić i wygolić.

Lata tresury pod biczem kolejnych wizytatorów, ankiet i egzaminów, odebrały nam zdolność samodzielnego myślenia i sprzeciwu wobec wszelkim głupot jakie nas otaczają. Godzimy się na darmowe zajęcia prowadzone i nadzorowane jak lekcje. Godzimy się na permanentny nadzór i zalewanie nas dodatkowymi zadaniami przez przełożonych, nawet w niedzielę. Na spotkania z rodzicami późnym wieczorem. Coraz mniej jesteśmy dla uczniów, coraz więcej dla dokumentacji i tabelek. Sterują nami domorośli wizjonerzy z różnych fundacji, nakazując pisanie, a to planów wynikowych, a to celi lekcji. Bez tego jesteśmy ponoć złymi nauczycielami.

Już nie nauczyciele, a urzędnicy. Niesiemy kaganek oświaty ucząc dzieci ludzi, którzy często mają o nas jak najgorsze zdanie. Wystarczy poczytać fora dyskusyjne rodziców czy absolwentów. Każdy może nam nabluzgać. A my co? My mamy misję… Zabiera nam się przywilej wcześniejszej emerytury, a my nic – mamy misję, którą stetryczali będziemy realizować do resztek naszych nerwów. Potem może Bozia się zlituje i szybko nas zabierze. Zabierze abyśmy nie musieli żyć na marnej emeryturze. Likwidują nam szkoły, a my zakładamy czarne opaski. Lekarze strajkują i zostawiają chorych, a my mamy misję. Górnicy palą opony, kruszą bruk i mają premie od start jakie przynoszą kopalnie – a my mamy misje. Moi koledzy, z którymi uczyłem się w podstawówce, obecnie mają emerytury większe niż ja kiedykolwiek dostanę. Ja jeszcze przez 20 lat będę miał misję. Takie to głupie myśli zaprzątały mi 1,5 godziny mojego życia.

Wyrwało mnie dopiero przypomnienie, że za chwilę mamy pasowanie klas pierwszych na uczniów. No i że mam wychowawstwo, więc będę mógł świętować pracując z moimi wychowankami. Przecież społeczeństwo też pracuje, a nauczyciele i tak stale mają wolne. Nic to. A nawet fajnie, bo przestałem myśleć o buntowaniu się wobec realiów szkolnych i spokojnie, jak baranek, podreptałem na salę gimnastyczną…

Wycieczka klasowa

Wielu już wie, a Ty być może dowiesz się teraz, że w tym roku zostałem wychowawcą klasy 1e w Gimnazjum nr 4 w Tychach. Z dawnych lat pozostało mi przeświadczenie, że taka funkcja to nie tylko mnóstwo dodatkowych obowiązków i nadmiar biurokracji, ale też możliwość realizacji fajnych pomysłów z zaprzyjaźnionymi uczniami. No i tu pojawił się problem. Jak poznać klasę mając w niej 30 uczniów i 90 minut w tygodniu wspólnego przebywania. Czyli 3 minuty na ucznia. Jedynym rozwiązaniem – wycieczka. No więc pochodziłem, podzwoniłem, poprosiłem i zorganizowałem co trzeba, aby móc pojechać z klasą na dwa dni w góry.

Czytaj dalej Wycieczka klasowa